Ponad 50 km/h na dircie po płaskim bez skrzydła i bez auta
(poszedłem na koniec lotniska, wskoczyłem na dirta, rozłożyłem kurtkę i pojechałem w porywach ponad 50 km/h, przez całą długość pasa startowego, ale bez kamery…)
Prognozy były jasne – będzie rzucało doniczkami, liniami energetycznymi, telefonicznymi, dachami, budynkami, itp.:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3848775.html
Lotnisko w Skarbimierzu, jako wolne od wszelkich budynków, słupów etc., wydało się najbezpieczniejszym schronieniem. A żeby się nie nudzić, zabraliśmy co kto miał…
Marek skakał na rolkach, ja kręciłem:
Potem Marek pożyczył dirta, obczaił jak toto działa i nauczył mnie zawracać z wiatrem i pod wiatr, za co jestem mu bardzo wdzięczny, bo już nie muszę wracać pieszo pod wiatr :)
No i standard – dwa filmy z aparatu – na pierwszym lekcja zwrotów na dircie, na drugim Marek skacze:
Są jeszcze skoki Marka na MiniDV – ale ciągle nie ma kabla…
- A teraz pociągnij tylną rękę w dół i powiedz tacie „papa”.
A że prognozy nieubłaganie mówią, że od poniedziałku wiatru brak, będzie czas wylizać rany, wymienić kółka w rolkach (Marek sfajczył swoje prawie do łożysk), gumy w dircie (przytarły się na bokach od głębokich skrętów)… Jak zwykle im więcej pojeździłem, tym większy mam niedosyt – dirto-skrzydło-holizm…






myślę Bracie że trzeba byłoby odkurzyć zabawki… :)
i wykupić pakiet DSC „dirto-skrzydło-casco”…